FANDOM


Byłem dzisiaj w pracy.

Nic nowego.

Pieniążków trochę jest.

Ludzie na osiedlu wiedzą, że trzydziestkę sobie kupiłem,

no to Bogdan do mnie zadzwonił,

bo chciał, żebym mu pomógł z przewiezieniem całkiem sporej ilości cementu, którą sam by woził przez cały dzień, a ze mną to by jeden kurs wystarczył.

No to się zgodziłem.

Odpaliłem trzydziestkę,

wziąłem ze sobą przyczepę

i zajechałem.

Załadowaliśmy przyczepę

i jedziemy.

Jak jechałem, to widziałem takiego jednego typa, którego w chuj nie lubię, bo mnie podjebał na psiarnię za coś, czego nie zrobiłem.

Ten taki BHPowiec z poprzednich odcinków.

Rozpoznał mnie chyba.

No to ja dla jaj trochę skręciłem w jego stronę niby w celu rozjechania go.

Jak, kurwa, wtedy odskoczył, to do teraz mnie to bawi.

Później w taką kałużę wjechałem, że ochlapałem kogoś, że aż wyglądał, jak by przed chwilą z rzeki wyszedł,

a później na chwilę utknąłem w błocie,

ale wyjechałem.

Na przyczepę trochę wody i błota się dostało,

więc trochę cementu zamokło,

no i przez to dłużej nam zajęło rozładowywanie przyczepy.

Raz się aż wyjebałem podnosząc kilka sklejonych opakowań cementu,

a Bogdan się wyjebał dwa razy w podobnych okolicznościach.

No i chuj.

Wracam z przyczepą, gdzie cement został.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.